CV na końcu
Czy jak chcesz zareklamować produkt, to zaczynasz od ulotki? No nie. A przynajmniej nie wtedy, kiedy chcesz to zrobić dobrze, sensownie, świadomie, kiedy nie chodzi tylko o to, żeby coś ładnie wyglądało, miało dobry kolor, chwytliwe hasło i zdjęcie, które jakoś tam pasuje do reszty, tylko żeby ktoś po drugiej stronie naprawdę zrozumiał, co to jest, po co mu to, co mu to da, dlaczego ma się tym zainteresować i czemu właściwie miałby wybrać właśnie to, a nie coś innego.
Bo zanim usiądziesz do ulotki, musisz wiedzieć, kto ma ten produkt kupić. Nastolatek czy senior? Ktoś w Polsce czy ktoś za granicą? Osoba, która zna temat, czy ktoś, kto dopiero pierwszy raz słyszy, że w ogóle ma taki problem? Będziesz pisać prosto, technicznie, emocjonalnie, konkretnie, obrazem, liczbą, historią, żartem, językiem eksperckim, językiem codziennym? Co ten produkt obiecuje? Co robi? W czym pomaga? Jaki problem rozwiązuje? Czemu ktoś ma go kupić? Czemu ma mu zaufać? Czemu ma pomyśleć: dobra, tego właśnie potrzebuję?
No i teraz popatrzmy na CV.
Z CV robimy bardzo często dokładnie odwrotnie. Siadamy do dokumentu i zaczynamy od ulotki, od opakowania, od słów, od formatowania, od tego, czy lepiej brzmi „odpowiadałam za”, czy „zarządzałam”, czy może „wspierałam strategicznie”, bo przecież strategicznie brzmi lepiej niż operacyjnie, od tego, czy dodać więcej projektów, czy mniej, czy napisać o zespole, czy o wynikach, czy o narzędziach, czy o odpowiedzialności, czy jednak o wpływie, bo wpływ brzmi teraz dobrze.
I nagle całe nasze zawodowe życie próbujemy upchnąć w komunikacie: jestem fajna, jestem fajny, ładna, ładny zawodowo, mądra, mądry, ogarniam, dowożę, znam się, proszę, kup mnie (desperacja).
Tak się nie buduje ani dobrej ulotki, ani dobrego CV, ani dobrej marki osobistej.
Najpierw trzeba wiedzieć, do kogo mówisz: do rekrutera, który szuka słów kluczy, do hiring managera, który ma konkretny problem w zespole, do prezesa, który nie chce czytać o wszystkim, co w życiu robiłaś, tylko chce szybko zrozumieć, czy pomożesz mu przesunąć firmę z punktu A do punktu B, do klienta, który nie szuka „osoby z doświadczeniem”, tylko kogoś, kto zdejmie mu z głowy napięcie, chaos, brak decyzji, brak języka, brak ludzi, brak kierunku? Każda z tych rozmów to zupełnie inna rozmowa, z innym tonem, językiem, formą, argumentami.
Zanim napiszesz jedno zdanie o sobie, dobrze byłoby wiedzieć, w której rozmowie chcesz brać udział. A potem trzeba wiedzieć, co właściwie obiecujesz. Nie w takim nachalnym, sprzedażowym sensie, że teraz robimy z człowieka produkt, nadajemy mu nazwę, claim i przewagi konkurencyjne, tylko bardziej uczciwie, po ludzku: co się dzieje, kiedy pracujesz ze mną? Co wnoszę? Co porządkuję? Co przyspieszam? Co zatrzymuję? Co nazywam? Co widzę szybciej niż inni? W czym można mi zaufać? Do czego warto mnie zaprosić? Z czym absolutnie nie warto, nawet jeśli umiem, bo już nie chcę iść w tę stronę?
I dopiero wtedy CV zaczyna mieć sens. Nie jako kronika życia zawodowego, nie jako lista wszystkiego, co robiłaś albo robiłeś od początku kariery, nie jako dowód, że jesteś człowiekiem od wszystkiego i jeszcze trochę, tylko jako komunikat, który ma pomóc drugiej stronie zrozumieć: aha, to jest osoba do tego konkretnego problemu, tego momentu, tej zmiany, tego zespołu, tej rozmowy.
Często niestety robimy odwrotnie. Wpisujemy wszystko, co umiemy, żeby niczego nie stracić, dokładamy wszystkie doświadczenia, żeby pokazać, że jesteśmy wszechstronni, zostawiamy stare role, chociaż już dawno nie chcemy ich powtarzać, eksponujemy rzeczy, które były ważne pięć lat temu, tylko że dziś bardziej nas zamykają niż otwierają, a potem dziwimy się, że ktoś przychodzi do nas z propozycją, od której właśnie próbujemy odejść.
No ale jeśli ulotka nadal reklamuje stary produkt, to trudno się dziwić, że przychodzą starzy klienci.
Może masz w CV mnóstwo operacyjnych rzeczy, bo świetnie dowoziłaś/dowoziłeś. Może masz dużo komunikacji, bo przez lata umiałaś/umiałeś ubrać cudze decyzje w dobre słowa. Może masz wpisane projekty, które pokazują, że umiesz ratować sytuacje, gasić pożary, przejmować chaos, szybko reagować, brać odpowiedzialność, kiedy inni jeszcze zastanawiają się, kto właściwie powinien. I to wszystko może być prawda. Tylko pytanie brzmi, czy to jest nadal produkt, który chcesz sprzedawać światu? Bo nie wszystko, co umiesz robić, musi dalej być tym, z czego chcesz być wybierana albo wybierany. I to jest dla mnie sedno: CV przygotowujemy na końcu.
Najpierw rozumiesz, kim jesteś zawodowo i kim już nie chcesz być. Najpierw sprawdzasz, do kogo chcesz mówić, jakim językiem, z jaką obietnicą i z jakim dowodem. Najpierw decydujesz, czy chcesz pokazywać wszystko, co umiesz, czy raczej to, z czym naprawdę chcesz być kojarzona albo kojarzony. A dopiero potem siadasz do CV. Nie po to, żeby napisać: jestem fajna, jestem fajny, kup mnie. Po to, żeby ktoś po drugiej stronie nie musiał się domyślać, po co właściwie ma Cię zaprosić do rozmowy.
A jeśli czujesz, że kolejna poprawka CV nie rozwiąże problemu, bo problem nie jest w dokumencie, tylko w tym, że jeszcze nie nazwałaś/nazwałeś, co naprawdę chcesz o sobie powiedzieć, Mentoring Marki Osobistej może być dobrym miejscem, żeby tę rozmowę zacząć.