Decyzje
Często rekrutuję i przyznam szczerze, lubię być po stronie hiring managera, szczególnie wtedy, kiedy dobrze rozumiem firmę, rozumiem stanowisko, na które szukamy osoby, widzę kontekst, ludzi, moment, w którym organizacja jest, napięcia, potrzeby, ambicje, czasem też lęki, których nie ma w ogłoszeniu, ale są w rozmowach, w sposobie zadawania pytań, w tym, jak ktoś opowiada o zespole i o tym, czego naprawdę potrzebuje.
To jest dla mnie zawsze bardzo dobry moment, kiedy mogę powiedzieć: znam tę firmę, wiem mniej więcej, gdzie są, wiem, czego szukają, wiem, kto może im pomóc, a kto być może będzie świetny, ale nie tutaj, nie teraz, nie w tym układzie. I jasne, wiem, to jest tylko moje wyobrażenie o nich, mój obraz, mój opis, moja interpretacja, być może niepełna, być może trochę zbudowana z rozmów, intuicji, doświadczenia i tych wszystkich drobnych sygnałów, które zbiera się po drodze, ale jednak to właśnie z tego miejsca pomagam dobrać człowieka do miejsca, nie tylko kompetencje do opisu stanowiska.
I teraz wyobraź sobie taką rozmowę rekrutacyjną. Pada pytanie mniej więcej takie: czy masz w sobie ten vibe, ten flow budowania zespołu, prowadzenia ludzi, rozwijania ich dookoła siebie, czyli mówiąc prościej, czy czujesz się liderem/liderką, czy chcesz nim/nią być, czy to jest coś, co Cię w ogóle rusza, czy widzisz siebie w roli osoby, która nie tylko dowozi swoje zadania, ale też bierze odpowiedzialność za innych?
I pada odpowiedź: kiedyś byłem/byłam liderem/liderką, ale się potknąłem/potknęłam, nie wyszło najlepiej. Koniec. I ja wtedy siedzę po drugiej stronie i myślę: dobrze, tylko co Ty właściwie chcesz mi powiedzieć?
Że chcesz być liderem/liderką, ale masz za sobą trudne doświadczenie i wiesz już, czego następnym razem nie zrobisz? Że nie chcesz być liderem/liderką, bo sprawdziłeś/sprawdziłaś to na sobie i wiesz, że to nie Twoja droga? Że chciałeś/chciałaś, ale raz się potknąłeś/potknęłaś i uznałeś/uznałaś, że skoro nie wyszło, to znaczy, że to nie dla Ciebie? Że ktoś Cię wrzucił w rolę bez przygotowania, bez wsparcia, bez sensownego feedbacku, a Ty dziś opowiadasz o tym tak, jakby to była wyłącznie Twoja porażka, a nie może też porażka systemu, który uznał, że skoro ktoś dobrze dowozi, to na pewno umie prowadzić ludzi?
I tu zaczyna się dla mnie temat decyzji, bo w rozmowie rekrutacyjnej, w rozmowie o współpracy, w rozmowie o marce osobistej bardzo często nie chodzi tylko o to, co się wydarzyło, ale o to, jaką decyzję wobec tego wydarzenia podjąłeś/podjęłaś. Co z tym zrobiłeś/zrobiłaś w głowie. Jaką opowieść o sobie zbudowałeś/zbudowałaś na bazie jednego potknięcia, jednego trudnego projektu, jednej roli, która nie wyszła tak, jak miała wyjść.
Można powiedzieć: byłem/byłam liderem/liderką, nie wyszło, temat zamknięty.
Można też powiedzieć: byłem/byłam liderem/liderką, nie wyszło, długo myślałem/myślałam, że to znaczy, że się do tego nie nadaję, ale dziś widzę, że wszedłem/weszłam w tę rolę bez wsparcia, bez jasnych zasad, z ogromną odpowiedzialnością i bardzo małą przestrzenią na naukę, i jeśli mam kiedyś wrócić do prowadzenia ludzi, to chcę to zrobić inaczej, bardziej świadomie, z lepszym kontraktem, z większą uważnością na siebie i na zespół.
To są dwie zupełnie inne odpowiedzi.
W pierwszej zostaje potknięcie. W drugiej zostaje człowiek, który coś przeżył, wyciągnął wnioski i wie więcej o sobie. I teraz pytanie: co chcesz, żeby usłyszała osoba po drugiej stronie?
Czy chcesz, żeby usłyszała: tak, chcę być liderem/liderką, tylko potrzebuję pracować wśród innych liderów, z którymi będę mogła/mógł rozmawiać, od których będę mogła/mógł się uczyć, do których będę mogła/mógł przyjść wtedy, kiedy będzie trudno, żeby omówić kroki, decyzje, reakcje, te wszystkie elementy bycia liderem, których człowiek nie uczy się z książki, tylko w praktyce, często po drodze się potykając. Chcę spróbować jeszcze raz, chcę wejść w tę rolę bardziej świadomie, poradzę sobie, tylko dajcie mi szansę i środowisko, w którym nie będę musiała/musiał udawać, że od pierwszego dnia wiem wszystko.
Czy raczej chcesz, żeby usłyszała: próbowałem/próbowałam, sprawdziłem/sprawdziłam, dziękuję, to nie dla mnie, nie chcę prowadzić ludzi, nie chcę brać odpowiedzialności za zespół, nie chcę budować swojej ścieżki przez leadership, wolę zostać bliżej ekspertyzy, projektów, samodzielnej odpowiedzialności, pracy, w której rozwijam się bez formalnego prowadzenia innych.
Obie odpowiedzi są dobre, jeśli są prawdziwe.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy mówisz tylko: kiedyś byłem/byłam liderem/liderką, ale się potknąłem/potknęłam i nie wyszło najlepiej. Wtedy nie wiadomo, czy mówisz o decyzji, o lęku, o rezygnacji, o potrzebie wsparcia, o złym doświadczeniu, o złym miejscu, o złym czasie, czy o tym, że nadal chcesz, tylko nie umiesz jeszcze powiedzieć tego głośno. A druga strona musi coś z tym zrobić. Musi jakoś Cię zrozumieć. Musi podjąć decyzję.
I właśnie tutaj decyzje są tak ważne w marce osobistej, nie tylko te decyzje, które inni podejmują o Tobie, kiedy nie ma Cię w pokoju, ale też te, które Ty podejmujesz wobec własnej historii. Czy jedno nieudane doświadczenie staje się etykietą, którą nosisz latami, czy informacją. Czy trudny feedback staje się dowodem, że się nie nadajesz, czy punktem do refleksji. Czy porażka zamyka temat, czy pokazuje, czego potrzebujesz, żeby następnym razem wejść w podobną rolę inaczej.
Bardzo często to nie wydarzenia same w sobie trzymają nas w miejscu, tylko zdania, które po nich o sobie powtarzamy.
- „Nie jestem liderem/liderką.”
- „Nie umiem zarządzać ludźmi.”
- „Nie nadaję się do wystąpień.”
- „Nie jestem strategiczny/strategiczna.”
- „Nie umiem się sprzedać.”
- „Nie potrafię mówić o sobie.”
A może prawda jest dużo bardziej złożona. Może nie jesteś liderem/liderką w takim stylu, jaki ktoś kiedyś próbował z Ciebie zrobić. Może nie chcesz zarządzać ludźmi w chaosie i ciągłym gaszeniu pożarów, ale umiesz rozwijać innych, zadawać dobre pytania, tworzyć przestrzeń, w której ludzie rosną. Może nie lubisz występować po to, żeby błyszczeć, ale świetnie mówisz wtedy, kiedy temat ma sens. Może nie umiesz się sprzedać, bo nie chcesz sprzedawać siebie jak produktu, ale możesz nauczyć się spokojnie nazywać swoją wartość.
Nie chodzi o to, żeby udawać pewność siebie, której nie masz, ani opowiadać porażkę tak, żeby wyglądała jak sukces z podręcznika. Chodzi o to, żeby nie zostawiać drugiej osoby z jednym zdaniem, które bardziej zasłania niż wyjaśnia.
Bo jeśli Ty zostawiasz tylko: „potknąłem/potknęłam się”, druga strona sama dopowie resztę. A dopowie po swojemu. Może pomyśli: nie chce już prowadzić ludzi. Może: boi się odpowiedzialności. Może: nie wyciągnął/wyciągnęła wniosków. Może: temat jest dla niego/niej nadal za trudny. Może: szczera osoba, ale nie wiem, czy gotowa. I tu nie chodzi o manipulację. Chodzi o odpowiedzialność za własną opowieść.
Marka osobista to też umiejętność nazwania, gdzie dziś jesteś wobec tego, co Ci się wydarzyło. Nie tylko co robiłeś/robiłaś, nie tylko jakie masz doświadczenie, nie tylko co poszło dobrze, ale też co zrobiłeś/zrobiłaś z tym, co nie wyszło. Bo decyzje o Tobie zapadają często wtedy, kiedy nie ma Cię w pokoju, jasne, ale zanim inni podejmą decyzję o Tobie, Ty bardzo często już dawno podjąłeś/podjęłaś decyzję o sobie. I może warto sprawdzić, czy ta decyzja nadal jest aktualna.
A jeśli czujesz, że warto sprawdzić dokąd chcesz iść, Mentoring Marki Osobistej może być dla Ciebie dobrym miejscem.