Przejdź do treści

Garnitur

·

Większość poradników o marce osobistej zaczyna od taktyk: jak pisać na LinkedIn, jakie zdjęcie ustawić, ile razy w tygodniu publikować, o której godzinie, z jakim hakiem, z jakim CTA, z jakim zdaniem na koniec. I jasne, to wszystko ma swoje miejsce, pewnie nawet czasem bardzo ważne, tylko jeśli zaczynasz od taktyk, zanim wiesz, co właściwie chcesz powiedzieć, bardzo szybko wpadasz w pułapkę kopiowania cudzego stylu, cudzego języka, cudzego sposobu bycia.

Patrzysz na osoby, którym „działa”, i zaczynasz pożyczać od nich zdania, formaty, tematy, nawet emocje. Ktoś pisze ostro, więc Ty też próbujesz pisać ostro, chociaż w środku wcale tak nie myślisz. Ktoś robi krótkie posty z mocną puentą, więc zaczynasz ciąć swoje myśli na trzy zdania i jedno „pamiętaj”. Ktoś mówi o sobie z wielką pewnością, więc próbujesz mówić podobnie, tylko że po chwili czujesz, że to wszystko jakoś na Tobie nie leży.

A tak weź pomyśl: czy jeśli weźmiesz z szafy czyjeś ubranie, garnitur powiedzmy, to zawsze będzie na Tobie idealnie leżeć? No tak serio pomyśl, czy da się ubrać w czyjeś ubrania i stwierdzić, że jest wygodne, pasuje jak ulał, jeszcze Ci się podoba i naprawdę dobrze się w tym czujesz. Czasem może tak, jasne, ale bardzo często coś jednak ciągnie w ramionach, nogawka jest nie taka, materiał drażni, kolor niby ładny, ale nie Twój, i niby można w tym wyjść, tylko cały czas masz świadomość, że to nie jest Twoje.

Z marką osobistą jest podobnie.

Możesz założyć cudzy styl i przez chwilę nawet wyglądać profesjonalnie. Możesz nauczyć się zdań, które dobrze brzmią, formatów, które się klikają, sposobów mówienia, które dają wrażenie pewności, możesz zacząć pisać jak ktoś, kogo podziwiasz, występować jak ktoś, kto dostaje zaproszenia, opowiadać o sobie tak, jak robią to ludzie, którym zazdrościsz lekkości, tylko że jeśli pod spodem nie ma Twojej prawdy, bardzo szybko zaczynasz czuć zmęczenie.

Niby publikujesz, niby jesteś widoczna/widoczny, niby robisz to, co trzeba, ale w środku czujesz się trochę jak na przymusowym przedstawieniu. Trzeba wejść na scenę, powiedzieć swoją kwestię, uśmiechnąć się w dobrym miejscu, pokazać energię, której nie masz, użyć języka, który może działa, ale nie jest Twój, a potem jeszcze udawać, że to wszystko jest naturalne.

I nie piszę tego po to, żeby Cię zawstydzić, bo sama bardzo dobrze rozumiem pokusę zaczynania od zewnątrz, od profilu, od zdjęcia, od bio, od pierwszego posta, od znalezienia kogoś, kto „robi to dobrze” i pożyczenia od niego odrobiny odwagi. To daje szybkie poczucie działania, takie zadowolenie, że coś widać, coś można pokazać, coś można poprawić. Tylko że marka osobista budowana od zewnątrz do środka bardzo często kończy się zmęczeniem, bo nagle trzeba utrzymywać obraz, który nie do końca jest Twój, pilnować tonu, którego nie czujesz, produkować treści, które brzmią dobrze, ale nie mówią prawdy o Tobie.

A przecież nie o to chodzi. Nie chodzi o to, żeby znaleźć najładniejszy cudzy garnitur i nauczyć się w nim chodzić tak, żeby nikt nie zauważył, że jest pożyczony. Nie chodzi o to, żeby stać się bardziej jak ktoś, komu „działa”. Nie chodzi o to, żeby przepisać siebie cudzym językiem, nawet jeśli ten język jest sprawny, atrakcyjny, biznesowy, nowoczesny i robi dobre wrażenie.

Chodzi raczej o to, żeby sprawdzić, co naprawdę jest Twoje.

Jaki masz rytm mówienia. Jakim językiem naturalnie tłumaczysz świat. Gdzie jesteś konkretna/konkretny, gdzie miękka/miękki, gdzie ostra/ostry, gdzie potrzebujesz czasu, a gdzie wchodzisz od razu i wiesz, co powiedzieć. Jak opowiadasz o pracy, kiedy nie próbujesz wypaść dobrze. Z czym ludzie do Ciebie wracają. Co w Tobie jest rozpoznawalne nie dlatego, że zostało wymyślone, tylko dlatego, że naprawdę tam jest.

Bo marka osobista nie zaczyna się od pytania: jaki styl teraz działa? Zaczyna się od pytania: jaki styl jest naprawdę mój?

I może to jest mniej spektakularne niż gotowa lista formatów na LinkedIna, ale dużo bardziej uczciwe. Cudzy garnitur może zrobić wrażenie przez chwilę. Własny styl może nie będzie od razu tak efektowny, może będzie wymagał kilku przymiarek, kilku poprawek, paru niewygodnych pytań i szczerego spojrzenia w lustro, ale przynajmniej nie będziesz musiała/musiał przez cały czas poprawiać rękawa i udawać, że nic Cię nie uwiera.

Jeśli czujesz, że próbujesz mówić o sobie cudzym językiem i niby wszystko wygląda poprawnie, ale jednak coś uwiera, Mentoring Marki Osobistej może być dobrym miejscem.

Powiązany mentoring
Mentoring Marki Osobistej →