Przejdź do treści

Głód

·

„Jesteś głodna” — powiedziała mi kiedyś osoba, której zdanie bardzo się dla mnie liczy i to jedno zdanie zatrzymało mnie bardziej niż niejeden profesjonalnie opakowany feedback, bo nagle zamiast kolejnej rozmowy o rozwoju, ambicji, zmianie i tym wszystkim, co zwykle potrafimy ładnie nazwać, zostałam z pytaniem: co to właściwie znaczy, że jestem głodna, czego głodna, sukcesu, uznania, widoczności, wpływu, ruchu, zmiany, a może tylko tak brzmię, może coś w moim sposobie mówienia o sobie, o planach, o pracy, o tym, co dalej, sprawia, że ktoś po drugiej stronie słyszy nie spokojny kierunek, tylko presję, napięcie, ciśnienie?

Zapytałam wtedy: co znaczy głodna? I odpowiedź była mniej więcej taka, że mam w sobie dużą presję na pójście dalej, na więcej, na ruch, na to, żeby coś się wreszcie wydarzyło, i wiecie co, to było jednocześnie dziwne, niewygodne i bardzo ciekawe, bo ja przecież mogłam o sobie myśleć: jestem ambitna, jestem pracowita, jestem zaangażowana, jestem ciekawa świata, chcę się rozwijać, chcę więcej, chcę dobrze, chcę sensownie, chcę wreszcie w swoją stronę, a ktoś z zewnątrz mógł w tym samym zestawie słów, gestów, energii i tematów usłyszeć coś zupełnie innego, nie ambicję, tylko napięcie, nie kierunek, tylko pośpiech, nie spokojną gotowość, tylko głód.

I zaczęłam się temu przyglądać, nie od razu z wielką mądrością, raczej z takim wewnętrznym „no dobrze, ale czy to jest prawda?”, bo bardzo łatwo jest odrzucić takie zdanie i powiedzieć: nie, ktoś mnie źle odczytał, nie zrozumiał, dopowiedział sobie coś, czego tam nie było, ale może właśnie w tym jest sens feedbacku, że nie zawsze dostajesz prawdę o sobie, czasem dostajesz informację o tym, co ktoś po drugiej stronie usłyszał, zobaczył, poczuł, a to w budowaniu marki osobistej bywa równie ważne, bo marka nie mieszka tylko w tym, co Ty masz na myśli, ona mieszka też w tym, co z Twoich słów i działań zostaje u innych.

I teraz pytanie: co z tym głodem zrobić, jeśli on faktycznie jest, jeśli nie jest tylko czyjąś projekcją, jeśli coś w Tobie naprawdę domaga się ruchu, uznania, zmiany, sprawczości, sensu albo zwykłego poczucia, że już nie chcesz dłużej stać w tym samym miejscu? Głód sam w sobie nie musi być zły, potrafi ruszać, potrafi wyciągać z wygodnej roli, potrafi nie pozwolić Ci zasnąć w miejscu, które już dawno zrobiło się za ciasne, potrafi sprawić, że szukasz, pytasz, uczysz się, próbujesz, składasz różne kropki, nie godzisz się na odpowiedź „tak już jest”, tylko że ten sam głód, jeśli go nie nazwiesz, potrafi zamienić się w nerwowość, desperację, łapanie wszystkiego po drodze, bo może ten projekt, ta rozmowa, ten post, ta współpraca, ten pomysł, ta okazja i może wreszcie coś kliknie.

A marka osobista budowana z takiego miejsca zaczyna czasem brzmieć nie jak świadomy kierunek, tylko jak wołanie: zobaczcie mnie, wybierzcie mnie, dajcie mi szansę, przecież ja tyle mogę, i to jest trudne zdanie, wiem, ale czasem warto je sobie powiedzieć zanim zrobi to za nas ktoś inny, bo wtedy jeszcze możemy się zatrzymać i sprawdzić, czy to naprawdę jest komunikat, który chcemy wysyłać światu.

Bardzo lubię pytanie: co moja praca karmi, a co zostawia głodne, bo ono nie pozwala uciec w ładne deklaracje i trochę rozbraja wszystkie te zdania, którymi umiemy przykryć niewygodę. Możesz mówić, że chcesz awansu, ale może tak naprawdę chcesz większej sprawczości, możesz mówić, że chcesz zmienić pracę, ale może chcesz przestać działać w chaosie, w którym od miesięcy nikt nie podejmuje decyzji, możesz mówić, że potrzebujesz większej widoczności, ale może potrzebujesz wreszcie nazwać, w czym jesteś dobra albo dobry, bo od lat robisz rzeczy ważne, tylko trochę w tle, trochę bez podpisu, trochę jako „my”, a nigdy jako „to też był mój wkład”.

Pod „chcę się rozwijać” może być mistrzostwo, potrzeba bycia naprawdę dobrą albo dobrym w czymś konkretnym, nie tylko coraz wyżej, szybciej, szerzej, więcej, pod „chcę mieć więcej swobody” może być wolność, ale może być też zmęczenie ciągłym tłumaczeniem się z decyzji, które i tak musisz podejmować sama albo sam, pod „chcę być doceniona albo doceniony” może być status, jasne, ale może być też zwykła potrzeba zobaczenia, że ktoś zauważa wysiłek, a nie tylko efekt, pod „nie wiem, co dalej” może być brak celu, a czasem brak odwagi, żeby przyznać, że cel, który kiedyś był ważny, dziś już nie rusza.

I może najważniejsze jest nie to, czy jesteś głodna albo głodny, tylko czy wiesz, czego jesteś głodna albo głodny, bo jeśli tego nie wiesz, zaczynasz karmić się przypadkowymi rzeczami: kolejnym projektem, kolejną pochwałą, kolejnym „świetnie to zrobiłaś”, kolejnym zaproszeniem, kolejnym pomysłem, który przez chwilę daje energię, a potem zostawia Cię dokładnie w tym samym miejscu. Niby coś się dzieje, niby dużo się dzieje, niby idziesz do przodu, a jednak w środku nadal masz poczucie, że to nie jest do końca to.

I ja nie piszę tego z pozycji osoby, która już wszystko wie i spokojnie karmi tylko to, co trzeba, absolutnie nie, raczej z miejsca osoby, którą jedno zdanie „jesteś głodna” potrafiło zatrzymać na długo, bo nagle zobaczyłam, że może ważne jest nie tylko to, co ja chcę powiedzieć o sobie, ale też to, co inni słyszą między moimi zdaniami, czy słyszą kierunek, czy presję, czy słyszą odwagę, czy pośpiech, czy słyszą gotowość, czy desperację, czy słyszą człowieka, który wie, dokąd idzie, czy człowieka, który bardzo chce, żeby coś wreszcie się wydarzyło.

To nie są łatwe pytania, ale są potrzebne, bo marka osobista nie powstaje tylko z tego, co mówimy wprost, powstaje też z napięcia, które niesiemy, z energii, którą pokazujemy, z tematów, których się łapiemy, z ról, których nie umiemy puścić, z potrzeb, których nie nazywamy, a które i tak wychodzą bokiem.

Nie wszystko, co wygląda jak ambicja, naprawdę jest ambicją, czasem jest głodem sensu. Nie wszystko, co wygląda jak potrzeba widoczności, jest próżnością, czasem jest potrzebą wreszcie zobaczenia własnej pracy. Nie wszystko, co wygląda jak chaos, jest brakiem strategii, czasem jest człowiekiem, który ma w sobie bardzo dużo energii, tylko jeszcze nie wie, w którą stronę ją poprowadzić.

I może od tego warto zacząć: nie od pytania, co jeszcze mogę zrobić, gdzie jeszcze mogę się pokazać, komu jeszcze mogę udowodnić, że warto mnie zauważyć, tylko od pytania, czego ja właściwie jestem głodna albo głodny i czy sposób, w jaki dziś o sobie mówię, pokazuje moją wartość, czy tylko mój niedosyt.

A jeśli czujesz, że pod Twoim „chcę więcej” jest coś, czego jeszcze nie umiesz nazwać, Mentoring Marki Osobistej może być dobrym miejscem, żeby spokojnie sprawdzić, czego naprawdę jesteś głodna albo głodny i czy na pewno chcesz dalej karmić to w ten sam sposób.

Powiązany mentoring
Mentoring Marki Osobistej →