Lustro
Jest takie pytanie, które wygląda niewinnie, a potrafi zrobić w głowie większy porządek niż niejeden test kompetencji, assessment, kwestionariusz czy piękny workbook z pytaniami o sens życia zawodowego: z czym Ci się kojarzę?
Proste pytanie, prawda? Krótkie, konkretne, trochę ryzykowne, bo kiedy pytasz drugiego człowieka, z czym mu się kojarzysz, oddajesz na chwilę kontrolę nad własną opowieścią. Już nie Ty mówisz: jestem strategiczna, konkretna, pomocna, kreatywna, dowożę, ogarniam, łączę kropki, widzę więcej, tylko przez chwilę słuchasz, co naprawdę zostało po drugiej stronie, co ktoś pamięta, co kojarzy, z czym Cię łączy, do czego by Cię zaprosił, z czym by do Ciebie przyszedł, nawet jeśli wcale nie było tego w Twoim planie na markę osobistą.
I to bywa piękne, ale bywa też niewygodne, bo czasem słyszysz dokładnie to, co chciałaś albo chciałeś usłyszeć, czasem coś, co Cię wzrusza, czasem coś, czego kompletnie się nie spodziewasz, a czasem coś, co uruchamia w środku mały alarm i pierwszą myśl: ale przecież ja wcale taka nie jestem, przecież nie o to mi chodziło, przecież to nie jest to, co chciałam albo chciałem pokazać. Tylko że marka osobista nie mieszka wyłącznie w Twojej głowie.
Możesz mieć świetny brief, możesz nazwać swoje talenty, wartości, motywatory, kompetencje, możesz wiedzieć, że jesteś konkretna albo konkretny, strategiczna albo strategiczny, wspierająca albo wspierający, odważna albo odważny, dokładna albo dokładny, dobra albo dobry w relacjach, w strukturze, w chaosie, w dowożeniu, możesz mieć w głowie bardzo spójną opowieść o sobie, tylko że dopiero kontakt z drugim człowiekiem pokazuje, co z tej opowieści naprawdę przechodzi na zewnątrz.
I tu właśnie pojawia się lustro.
Nie po to, żeby się w nim przeglądać godzinami i sprawdzać, czy dobrze wyglądasz w cudzych oczach, nie po to, żeby poprawiać każdy szczegół pod oczekiwania innych, nie po to, żeby się dopasować, wygładzić, przypodobać i stać się bardziej akceptowalną wersją siebie, tylko po to, żeby zobaczyć, czy to, co myślisz o sobie, w ogóle jest widoczne.
Bo można bardzo chcieć być kojarzoną albo kojarzonym ze strategią, a przez lata zostawiać po sobie głównie ślad osoby, która ratuje sytuacje. Można myśleć o sobie „jestem konkretna”, a ludzie mogą pamiętać przede wszystkim ciepło, spokój, uważność, sposób zadawania pytań. Można mówić „jestem od komunikacji”, a inni widzą w Tobie osobę, która łączy ludzi, tłumaczy napięcia, rozbraja konflikty i pomaga nazwać coś, czego zespół sam jeszcze nie umie powiedzieć. Można też odwrotnie, myśleć o sobie dużo mniej, niż widzą inni, traktować swoje mocne strony jak zwykłe „no przecież każdy tak robi”, a potem usłyszeć od trzech osób to samo i pomyśleć: serio, to jest coś?
Najprostszy test marki osobistej zaczyna się właśnie od tego pytania: z czym Ci się kojarzę zawodowo?
Możesz zadać je trzem osobom, możesz pięciu, najlepiej takim, które znają Cię z różnych stron, ktoś z pracy, ktoś, kto był Twoim klientem, ktoś, z kim robiłaś albo robiłeś projekt, ktoś, kto zna Cię dłużej, ktoś, kto widział Cię w działaniu, a nie tylko w opisie na LinkedInie. I ważne: nie tłumacz pytania za bardzo, nie rób wstępu na pół strony, nie mów: „bo wiesz, buduję markę osobistą i chciałabym/chciałbym, żebyś mi powiedział, czy jestem bardziej strategiczna czy komunikacyjna, bo ja myślę, że jednak…”. Nie podpowiadaj. Nie ustawiaj odpowiedzi. Nie rysuj człowiekowi mapy, po której ma Cię opisać.
Zapytaj prosto: z czym Ci się kojarzę zawodowo, w czym według Ciebie jestem naprawdę dobra albo dobry, z czym byś do mnie przyszedł albo przyszła, co we mnie najmocniej zostaje po współpracy, jaką jedną rzecz warto, żebym mocniej pokazywała albo pokazywał?
A potem zrób najtrudniejszą rzecz świata, czyli słuchaj, bez tłumaczenia się, bez dopowiadania, bez „tak, ale”, bez wyjaśniania, co miałaś albo miałeś na myśli, co chciałaś albo chciałeś zrobić, czego oni nie wiedzą, jak było naprawdę i dlaczego to nie do końca tak.
Łatwo powiedzieć, wiem.
Słuchanie takiego feedbacku potrafi być trudne, nawet jeśli jest dobry, a czasem może szczególnie wtedy, kiedy jest dobry, bo dobre słowo potrafi wejść bokiem, za miękko, za blisko i nagle zamiast zwykłego „dziękuję” człowiek zaczyna umniejszać, żartować, tłumaczyć, że eee tam, bez przesady, że to nic takiego, że każdy by tak zrobił, że przypadek. A przecież może właśnie w tym „nic takim” jest coś, co inni widzą od dawna, tylko Ty jeszcze nie umiesz tego uznać za swoją wartość.
Nie każdą odpowiedź trzeba przyjąć jak prawdę objawioną. Jedna opinia to jedna opinia, czasem cenna, czasem przypadkowa, czasem mocno przefiltrowana przez czyjeś doświadczenie, potrzeby, oczekiwania albo zwyczajnie zły dzień. Ale jeśli kilka osób mówi podobną rzecz, jeśli wracają te same słowa, te same skojarzenia, te same sytuacje, to zaczyna się wzór, a wzór w marce osobistej jest bardzo ciekawy, bo pokazuje nie to, co chcesz o sobie powiedzieć, tylko to, co już i tak po Tobie zostaje.
I właśnie o to chodzi w lustrze. Nie o ocenę. Nie o ankietę popularności. Nie o zbieranie komplementów i nie o wystawianie się na ciosy. Chodzi o sprawdzenie, czy Twoja wartość jest czytelna, czy może gdzieś się rozmywa, czy ludzie widzą to, co chcesz, żeby widzieli, czy widzą coś zupełnie innego, a może widzą coś ważnego, czego Ty sama albo sam jeszcze nie doceniasz.
Nie pytasz ludzi „z czym Ci się kojarzę?” po to, żeby stać się tym, czego od Ciebie oczekują. Pytasz po to, żeby zobaczyć, czy to, co dla Ciebie ważne, w ogóle dociera na zewnątrz.
A jeśli czujesz, że trudno Ci zobaczyć siebie w tym lustrze bez obrony, bez umniejszania i bez dopowiadania za innych, Mentoring Marki Osobistej może być dobrym miejscem, żeby spokojnie sprawdzić, co naprawdę po Tobie zostaje.