Początek
Jest coś bardzo dziwnego w tym, jak myślimy o początku. Niby każdy wie, że trzeba kiedyś zacząć, że nikt nie rodzi się ekspertem, że doświadczenie nie spada z nieba razem z pierwszym wpisem do CV, że żeby mieć własny język, trzeba najpierw trochę pomówić cudzym, trochę się pomylić, trochę napisać za sztywno, trochę za bardzo, trochę nie po swojemu, że żeby wiedzieć, z czym chce się być kojarzonym albo kojarzoną, trzeba wcześniej kilka razy sprawdzić, z czym wcale się już nie chce być kojarzonym. Niby to wszystko wiemy, a jednak kiedy przychodzi do nas samych, natychmiast chcielibyśmy pominąć etap bycia na początku.
Chcielibyśmy od razu mówić mądrze, od razu pisać dobrze, od razu mieć świetne bio, od razu wiedzieć, co jest nasze, od razu mieć jasny kierunek, spójny profil, pewność w głosie, doświadczenie, które robi wrażenie, i taką zawodową opowieść, która brzmi, jakbyśmy już dawno wszystko przerobili, poukładali, zrozumieli i teraz tylko spokojnie dzielimy się wiedzą ze światem.
Mama mi zawsze mówiła, że do wszystkiego trzeba mieć cierpliwość. Otóż ja jej nigdy nie miałam. Wstyd przyznać, ale byłam i chyba nadal jestem niecierpliwa. Chcę zrobić, skończyć, zdobyć, kupić, mieć już. Nie lubię czekać, bo czekanie osłabia moje chęci, rozciąga moment między decyzją a efektem, zabiera mi tę pierwszą energię, z którą najchętniej od razu rzuciłabym się w działanie, najlepiej tak, żeby było widać, że coś ruszyło, że jest postęp, że jest sens, że nie stoimy w miejscu i nie mielimy w kółko tego samego, tylko wreszcie idziemy dalej.
I może właśnie dlatego tak dobrze rozumiem tę pokusę, żeby ominąć początek, żeby nie przechodzić przez etap pierwszych prób, krzywych zdań, niepewnych decyzji, testowania, uczenia się, pytania innych, mylenia tropów, zawracania i zaczynania jeszcze raz, tylko od razu być w miejscu, w którym już się wie, już się umie, już się ma swoje zdanie, swój język, swoje przykłady, swoje historie i swoje „robiłam, sprawdziłam, wiem”. Początek bywa niewygodny, nie daje jeszcze tej pewności, którą tak lubimy widzieć u innych, często wygląda trochę nieporadnie, trochę za bardzo, trochę za mało, trochę jak przymierzanie ubrań, które może kiedyś będą nasze, ale jeszcze nie wiadomo, czy dobrze leżą.
I pewnie nadal nie jestem mistrzynią cierpliwości, może nigdy nie będę, ale coraz częściej widzę, że ona naprawdę się opłaca, nie dlatego, że nagle robi z człowieka spokojną, idealnie poukładaną osobę, która z uśmiechem czeka na efekty, tylko dlatego, że pozwala nie pomylić początku z porażką, małych kroków z brakiem ambicji, uczenia się z byciem „jeszcze za mało dobrą” albo „jeszcze za mało dobrym”. Dziś po prostu wiem, że do wszystkiego trzeba też dorosnąć i na wszystko być gotowym i nie bez powodu nie wszyscy od razu awansujemy, bo zwyczajnie to może nie być nasz czas, nasza chwila czy nasz moment.
A jeśli czujesz, że próbujesz opowiedzieć siebie tak, jakbyś była albo był dalej, niż naprawdę jesteś, Mentoring Marki Osobistej może być dobrym miejscem, żeby spokojnie nazwać Twój etap, Twoje doświadczenia i Twój język bez zakładania za dużego garnituru.