Przejdź do treści

Rozwój?

·

Jest takie zdanie Raya Dalio, założyciela Bridgewater Associates i autora „Principles”, do którego często wracam, chociaż przyznam szczerze, że jak każde mocne zdanie z książek biznesowych można je bardzo łatwo spłaszczyć, wrzucić na grafikę, dopisać ładne tło i zrobić z niego motywacyjny cytat, który niby brzmi mądrze, ale po chwili już niczego w człowieku nie rusza: ból plus refleksja równa się rozwój.

I ja to zdanie lubię nie dlatego, że ono jest przyjemne, bo nie jest, ani dlatego, że obiecuje, że wszystko, co boli, od razu nas wzmocni, bo też nie, tylko dlatego, że ono mówi coś bardzo uczciwego: sam ból jeszcze niczego nie uczy, sama przykrość, sama porażka, sam trudny feedback, samo potknięcie, samo rozczarowanie sobą albo kimś innym nie robią z nas automatycznie mądrzejszych ludzi. Można cierpieć, złościć się, zamknąć, obrazić, odejść, opowiedzieć sobie sto razy, że ktoś był niesprawiedliwy, i nie wyciągnąć z tego nic poza kolejną warstwą obrony.

Uczy dopiero refleksja, tylko że refleksja nie przychodzi zawsze od razu, szczególnie wtedy, kiedy coś nas naprawdę dotknęło, bo kiedy słyszysz zdanie, które trafia w czułe miejsce, pierwszą reakcją rzadko jest spokojne: „och, interesująca informacja, zatrzymam się i sprawdzę, co mogę z niej rozwojowo wziąć”. No nie. Częściej ciało reaguje szybciej niż głowa, serce zaczyna bić mocniej, twarz mówi za dużo, ton się zmienia, w środku pojawia się sprzeciw, wstyd, złość, czasem smutek, czasem to dziwne zimno, kiedy niby słuchasz, ale tak naprawdę już Cię trochę nie ma.

I to jest ludzkie, bo nie musimy udawać, że feedback, porażka, krytyka albo czyjeś zdanie o nas przechodzą przez nas jak dane w tabeli, neutralnie, bez emocji, bez historii, bez starych doświadczeń, bez tego wszystkiego, co kiedyś ktoś powiedział nie tak, za mocno, przy ludziach, w biegu, w złym momencie. Ból w feedbacku rzadko jest czysty. Bardzo często niesie ze sobą poprzednie rozmowy, poprzednie oceny, poprzednie „bo ty zawsze”, poprzednie zawstydzenia, poprzednie sytuacje, w których ktoś zamiast opisać zachowanie, opisał Ciebie.

I właśnie dlatego ta refleksja jest taka ważna, bo ona pozwala rozdzielić kilka rzeczy, które w pierwszej chwili zlewają się w jedną wielką emocję: co właściwie zabolało, treść, sposób podania, ton, moment, to, że ktoś powiedział prawdę, której nie chciałaś albo nie chciałeś usłyszeć, a może to, że ktoś kompletnie Cię nie zobaczył i powiedział coś, co bardziej mówi o jego oczekiwaniach niż o Tobie? To są zupełnie różne sytuacje, a w pierwszym odruchu wszystkie potrafią boleć podobnie.

Możesz usłyszeć: „na spotkaniach za szybko przechodzisz do rozwiązań” i poczuć atak na swoją sprawczość, chociaż ktoś może próbować powiedzieć: daj nam chwilę, bo nie nadążamy za Twoim tempem. Możesz usłyszeć: „czasem trudno za Tobą pójść” i od razu pomyśleć, że ktoś kwestionuje Twoje kompetencje, chociaż może chodzi o to, że widzisz pięć kroków dalej i nie zawsze pokazujesz innym drogę między punktem A a punktem B. Możesz usłyszeć: „jesteś bardzo intensywna” i poczuć, że ktoś chce Cię zmniejszyć, chociaż może warto sprawdzić, czy Twoja energia buduje przestrzeń, czy czasem ją przejmuje.

I uwaga, to nie znaczy, że każdy feedback jest dobry, mądry i wart przyjęcia, absolutnie nie, ludzie potrafią dawać fatalny feedback, mylić opinię z faktem, etykietować, przerzucać własne napięcia, mówić z pozycji władzy, zmęczenia, złośliwości albo zwykłego braku umiejętności. Nie wszystko trzeba wziąć do siebie. Nie wszystko jest Twoją lekcją. Nie każda czyjaś opinia zasługuje na miejsce w Twoim systemie operacyjnym.

Ale też nie wszystko, co boli, warto od razu wyrzucić, czasem trzeba odłożyć to na chwilę, ochłonąć, zapisać, wrócić, zapytać kogoś jeszcze, sprawdzić, czy to się powtarza, czy to był pojedynczy strzał, czy wzór. Czasem trzeba powiedzieć: sposób był fatalny, ale w treści jest coś, co warto zobaczyć. Czasem odwrotnie: treść była nietrafiona, ale zobaczyłam, że bardzo łatwo wchodzę w obronę. Czasem całe zdanie nie jest moje, ale reakcja, którą we mnie uruchomiło, pokazuje mi coś ważnego.

I to jest dla mnie właśnie ból plus refleksja, nie cierpienie dla cierpienia, nie romantyzowanie trudnych doświadczeń, nie powtarzanie sobie, że co nas nie zabije, to nas wzmocni, bo czasem nie wzmacnia, czasem po prostu męczy, jeśli nie mamy wsparcia, języka i bezpiecznej przestrzeni, żeby to zobaczyć. Bardziej takie spokojne, choć czasem niewygodne pytanie: co mogę z tym zrobić, zanim zrobię z tego kolejną etykietę o sobie?

W marce osobistej to ma ogromne znaczenie, bo bardzo często po jednym trudnym doświadczeniu podejmujemy decyzję na lata. Ktoś skrytykował wystąpienie, więc „nie nadaję się do mówienia publicznie”. Ktoś podważył decyzję, więc „nie jestem strategiczna” albo „nie jestem strategiczny”. Ktoś źle odebrał naszą energię, więc „muszę się zmniejszyć”. Ktoś nie docenił pracy, więc „widoczność nie ma sensu”. Jedno zdanie, jedna sytuacja, jeden ból, a potem całe lata działania tak, jakby to był wyrok.

A może to nie był wyrok, może to był materiał, trudny, niewygodny, czasem źle podany, czasem niepełny, ale jednak materiał do sprawdzenia: co jest moje, co nie jest moje, co chcę poprawić, czego nie chcę już przyjmować, gdzie potrzebuję granicy, a gdzie odwagi, żeby usłyszeć coś, czego wcześniej nie chciałam albo nie chciałem zobaczyć.

I może właśnie o to chodzi, żeby nie zatrzymywać się ani na samym bólu, ani na samym rozwoju, który brzmi ładnie dopiero po czasie, tylko na tej przestrzeni pomiędzy, gdzie człowiek jeszcze trochę się broni, jeszcze trochę boli, ale już zaczyna pytać: dobrze, to co ja z tym teraz zrobię?

A jeśli czujesz, że masz za sobą feedback, sytuację albo zdanie, które nadal gdzieś w Tobie siedzi i nie wiesz, czy jest raną, lekcją, cudzą opinią czy Twoją decyzją o sobie, Mentoring Marki Osobistej może być dobrym miejscem, żeby spokojnie to rozplątać.

Powiązany mentoring
Mentoring Marki Osobistej →