Przejdź do treści

Twoja droga

·

Są takie teksty, książki, newslettery, które zostają ze mną na długo, czasem na zawsze, nie dlatego, że wszystko w nich od razu zmienia życie, bo nie przesadzajmy, ale dlatego, że trafiają w jakiś moment, w jakąś myśl, w jakieś pytanie, które i tak już gdzieś w środku pracowało, tylko jeszcze nie miało dobrych słów. Jednym z takich „moich” newsletterów jest newsletter Mariusza Chrapko, do którego naprawdę warto zajrzeć, jeśli lubisz teksty, które nie krzyczą, nie udają wielkiego objawienia, tylko spokojnie, czasem bardzo celnie, zapalają lampę w głowie. Tu sprawdź i sam/ sama się przekonaj https://newsletter.mariuszchrapko.com/

W jednym z tekstów Mariusz napisał coś, co mocno ze mną zostało: „Nie chcę być dla Ciebie autorytetem. Naprawdę. Nie dlatego, żeby być fałszywie skromnym. Ale dlatego, że wiem, ile kosztuje mnie samego zrozumienie, że drogi nie można pożyczyć. Że cudze słowa mogą zapalić lampę. Ale iść musisz sam.”

Przy tym zdaniu zatrzymałam się na dłużej, bo ono bardzo dobrze dotyka tego, o czym próbuję pisać: możesz słuchać ludzi, możesz czytać książki, newslettery, wywiady, możesz mieć mentorów, autorytety, wzory, antywzory, możesz podglądać cudze decyzje, język, styl pracy, sposób myślenia, ale drogi naprawdę nie da się pożyczyć.

Możesz się zainspirować. Możesz zapisać sobie cytat, zachwycić się czyjąś odwagą, spokojem, precyzją, klasą, sposobem prowadzenia ludzi, sposobem mówienia o świecie, możesz nawet przez chwilę pomyśleć: ja też tak chcę. I to jest ważne, bo cudze słowa naprawdę potrafią zapalić lampę, potrafią oświetlić kawałek drogi, którego wcześniej nie widziałaś albo nie widziałeś, potrafią nazwać coś, co w Tobie od dawna było, tylko siedziało pod warstwą chaosu, zmęczenia, ambicji, lęku albo tego nieszczęsnego „nie wiem, od czego zacząć”. Ale iść trzeba samemu.

Wiem, że to brzmi może trochę surowo, szczególnie w świecie, w którym bardzo lubimy gotowe ścieżki, modele, frameworki, checklisty, pięć kroków do, siedem zasad, trzy pytania, które zmienią wszystko, a najlepiej jeszcze czyjś sprawdzony sposób, bo skoro komuś zadziałało, to może mnie też zadziała, wystarczy tylko powtórzyć, ustawić podobny profil, pisać podobnym językiem, przyjąć podobną strategię, wejść w podobne miejsca, mówić podobne zdania i jakoś to pójdzie. Tylko że nie pójdzie. A przynajmniej nie tak, jak trzeba.

Cudza droga jest zbudowana z cudzych doświadczeń, cudzych talentów, cudzych ran, cudzych relacji, cudzych wartości, cudzej energii, cudzych decyzji, cudzych okoliczności i cudzych kosztów, których bardzo często nie widać na zewnątrz. Widzimy efekt, widzimy nazwisko, pozycję, styl, sposób mówienia, może sukces, może spokój, może wolność, może pięknie opowiedzianą historię, ale nie widzimy wszystkich momentów, w których ta osoba coś straciła, czegoś się bała, coś źle oceniła, coś musiała odpuścić, komuś odmówić, z czymś się pożegnać, coś przeżyć po cichu.

Kopiowanie czyjejś drogi bywa po prostu zdradliwe. Możesz pożyczyć formę, ale nie pożyczysz sensu. Możesz pożyczyć język, ale nie pożyczysz doświadczenia, które go zbudowało. Możesz pożyczyć styl, ale nie pożyczysz odwagi, która za nim stoi. Możesz pożyczyć czyjąś strategię widoczności, ale nie pożyczysz tego, z czego ta widoczność naprawdę wyrasta.

W marce osobistej to widać bardzo szybko.

Ktoś pisze mocno, więc Ty też zaczynasz pisać mocno, choć Twoja siła jest może w uważności, nie w ostrym zdaniu. Ktoś jest świetny w wystąpieniach, więc myślisz, że też musisz wyjść na scenę, choć Twoja wartość może najmocniej pracuje w rozmowie jeden na jeden. Ktoś buduje pozycję przez eksperckość, raporty, dane, twarde argumenty, a Ty próbujesz robić to samo, choć ludzie przychodzą do Ciebie nie dlatego, że masz najgrubszy raport, tylko dlatego, że umiesz nazwać to, czego oni jeszcze nie umieją powiedzieć. Ktoś mówi o sobie z wielką pewnością, więc Ty też próbujesz, ale po chwili czujesz, że brzmisz jak w za dużym garniturze.

I wtedy pojawia się pytanie: czy ja naprawdę idę swoją drogą, czy tylko bardzo sprawnie próbuję iść cudzą?

Dla mnie dobra inspiracja nie polega na tym, że ktoś staje się wzorem do skopiowania. Dobra inspiracja raczej coś uruchamia. Pokazuje możliwość, ale nie zabiera odpowiedzialności. Otwiera pytanie, ale nie podaje gotowej odpowiedzi. Mówi: zobacz, można inaczej, ale nie mówi: rób dokładnie tak jak ja. I chyba dlatego ten fragment z newslettera Mariusza tak mocno ze mną został, bo jest w nim coś bardzo uczciwego: nie chcę, żebyś szła moją drogą, chcę, żebyś znalazła własną.

To jest też bardzo bliskie temu, jak ja myślę o Mentoringu Marki Osobistej. Nie jako o miejscu, w którym ktoś przychodzi po gotowy przepis na siebie, nie po to, żeby dostać zdanie do bio, format posta, listę tematów i instrukcję, jak być bardziej widoczną albo widocznym, bardziej po to, żeby w rozmowie sprawdzić, co naprawdę jest Twoje, co tylko pożyczyłaś albo pożyczyłeś, co kiedyś Ci służyło, ale dziś już uwiera, gdzie idziesz z własnego wyboru, a gdzie tylko dlatego, że ktoś kiedyś powiedział, że tak wygląda sukces.

Twoja droga nie musi być spektakularna. Nie musi wyglądać jak czyjaś. Nie musi mieć takiego samego tempa, zasięgu, języka, ambicji, sceny, tytułu, modelu pracy, liczby publikacji, klientów, projektów, ludzi dookoła. Może być spokojniejsza. Może być bardziej kręta. Może dłużej szukać słów. Może prowadzić przez błędy, przez zmianę zdania, przez rezygnację z rzeczy, które z zewnątrz wyglądały dobrze, ale od środka przestały być Twoje. I to wcale nie znaczy, że idziesz wolniej, że wybierasz gorzej. Może po prostu idziesz bliżej siebie.

Czasem największym błędem w budowaniu marki osobistej jest przekonanie, że trzeba znaleźć kogoś, kto już „to ma”, i zrobić podobnie. Podobny profil. Podobny ton. Podobne tematy. Podobną obecność. Podobne zdania. Tylko że marka osobista, która jest kopią, może przez chwilę wyglądać dobrze, ale bardzo szybko zaczyna męczyć, bo cały czas trzeba pamiętać, jaką wersję siebie się odgrywa.

A własna droga nie wymaga odgrywania.Wymaga odwagi, jasne. Wymaga zatrzymania. Wymaga uczciwości. Wymaga czasem przyznania, że coś, co podziwiam u innych, nie jest dla mnie. Że czyjś sukces nie musi być moim celem. Że czyjś styl nie musi być moim językiem. Że czyjaś odwaga może mnie zainspirować, ale nie zwalnia mnie z pytania, jak wygląda moja.

I może właśnie po to są autorytety, newslettery, książki, rozmowy, mentorzy, nauczyciele, ludzie, którzy zapalają lampę. Nie po to, żeby iść za nimi krok w krok, tylko żeby przez chwilę było jaśniej i żeby można było zobaczyć kawałek własnej ścieżki.

Resztę… i tak trzeba przejść samodzielnie.

A jeśli czujesz, że zbyt długo próbowałaś albo próbowałeś iść cudzą drogą, cudzym językiem, cudzym tempem albo cudzą definicją sukcesu, Mentoring Marki Osobistej może być dobrym miejscem, żeby spokojnie sprawdzić, co naprawdę jest Twoje i w którą stronę chcesz iść dalej.

Powiązany mentoring
Mentoring Marki Osobistej →