Przejdź do treści

Zmiana

·

A to było tak. Była sytuacja, projekt, temat, ludzie, energia, wizja, wszystko to, co na początku bardzo łatwo zobaczyć w samych superlatywach, zwłaszcza kiedy coś jest blisko Twoich wartości, kiedy widzisz sens, kiedy czujesz, że to może być ważne, potrzebne, dobre, kiedy zespół wydaje się spójny, kompetencje mocne, intencje uczciwe, kierunek właściwy, a Ty myślisz sobie: tak, to jest to, to ma sens, to chcę wspierać, to chcę budować, to jest miejsce, w którym warto być. I naprawdę tak myślałam.

Widziałam dobrą wizję, dobre wartości, dobry potencjał, dobrą energię, może nawet więcej, widziałam historię, którą dało się opowiedzieć dalej, ludzi, których dało się połączyć, kierunek, który mógł mieć znaczenie, i z perspektywy tamtego momentu ta ocena była prawdziwa, przynajmniej moja, oparta na tym, co wtedy widziałam, słyszałam, czułam, rozumiałam, na tych wszystkich rozmowach, sygnałach i danych, które człowiek składa w głowie w jakiś obraz, a potem na tym obrazie zaczyna podejmować decyzje. Okazało się, że nie miałam racji.

Źle oceniłam. Nie wyczułam pomyłki wystarczająco wcześnie. Nie zobaczyłam czegoś, co może powinnam była zobaczyć. Dałam się porwać wizji, wartościom, potencjałowi, może też własnej potrzebie, żeby wierzyć, że to jest właśnie takie, jak chciałam to widzieć. I przyszedł moment, w którym trzeba było zatrzymać się i powiedzieć: dobra, to jednak nie jest to, co myślałam, trzeba zmienić kierunek. I wtedy pojawia się bardzo niewygodne pytanie: czy to znaczy, że jestem niewiarygodna? Czy jeśli wcześniej mówiłam o czymś z przekonaniem, a dziś mówię, że widzę to inaczej, to znaczy, że nie można mi ufać? Czy jeśli coś poparłam, a potem się wycofuję, to znaczy, że byłam naiwna? Czy jeśli nie wyczułam pomyłki od razu, to znaczy, że źle oceniam ludzi, projekty, zespoły, rzeczywistość? Czy jeśli zmieniam zdanie, to podważam samą siebie?

To jest dla mnie trudne miejsce, bo bardzo łatwo wpaść tu w dwa skrajne kierunki. Albo bronić starej wersji tylko dlatego, że kiedyś się ją wypowiedziało i teraz głupio się przyznać, że coś się zmieniło, albo przeciwnie, uznać, że skoro się pomyliłam, to najlepiej wszystko zakwestionować, siebie, intuicję, ocenę, decyzję, zaangażowanie, sens tego, co wtedy mówiłam. A prawda bardzo często jest mniej widowiskowa i bardziej ludzka.

Na tamten moment widziałam tyle. Na tamten moment ten obraz wyglądał tak. Na tamten moment to, co mówiłam, było zgodne z moim rozumieniem sytuacji. A potem przyszło więcej danych, więcej rozmów, więcej zachowań, więcej codzienności, która bardzo skutecznie weryfikuje piękne deklaracje, i okazało się, że rzeczywistość jest inna niż pierwsza opowieść o niej. Czy to odbiera wiarygodność? Moim zdaniem nie musi.

Wiarygodność nie polega na tym, że nigdy nie zmieniasz zdania, nigdy się nie mylisz, nigdy nie aktualizujesz swojego spojrzenia i nigdy nie mówisz: dziś widzę to inaczej. Wiarygodność polega raczej na tym, że umiesz powiedzieć, co się zmieniło, dlaczego zmieniłaś albo zmieniłeś zdanie, co zobaczyłaś albo zobaczyłeś po drodze i za co bierzesz odpowiedzialność w tej zmianie.

To jest ogromna różnica, bo można zmieniać zdanie z chaosu, z lęku, z potrzeby przypodobania się komuś, z tego, że ktoś głośniejszy wszedł do pokoju i nagle Twoja opinia zaczęła się chwiać, można dziś mówić jedno, jutro drugie, pojutrze trzecie i zostawiać ludzi z poczuciem, że nie ma się czego trzymać. Ale można też zmienić zdanie dlatego, że zobaczyłaś albo zobaczyłeś coś więcej, dlatego że teoria nie wytrzymała kontaktu z praktyką, dlatego że wartości były na poziomie deklaracji, ale nie działania, dlatego że spójność zespołu okazała się bardziej opowieścią niż codziennością, dlatego że kompetencje były, ale zabrakło zaufania, odpowiedzialności, odwagi, uczciwej rozmowy albo zwykłej gotowości do dowiezienia tego, co zostało obiecane. I to drugie nie jest brakiem wiarygodności. Czasem jest jej najuczciwszą wersją.

Bo naprawdę nie ufam ludziom, którzy zawsze mają rację, nigdy nie zmieniają zdania, nigdy nie mówią „pomyliłam się”, „pomyliłem się”, „teraz widzę to inaczej”, „nie miałam wtedy pełnego obrazu”, „zrozumiałem coś dopiero później”. Nie ufam nie dlatego, że chcę, żeby wszyscy byli niepewni, tylko dlatego, że świat jest zbyt złożony, ludzie są zbyt złożeni, organizacje są zbyt złożone, żeby jedna pierwsza odpowiedź zawsze miała być tą ostateczną. A jednak w pracy bardzo często boimy się powiedzieć: zmieniłam/ zmieniłem zdanie. Bo gdzieś pod spodem siedzi przekonanie, że profesjonalizm to spójność rozumiana jako niezmienność, że ekspert to ktoś, kto wie od razu, że lider to ktoś, kto nie zawraca, że osoba wiarygodna mówi raz i potem już tylko broni tej wersji, nawet jeśli rzeczywistość dawno pokazuje, że trzeba ją zaktualizować. No nie. Dla mnie to nie jest wiarygodność. To jest przywiązanie do własnej deklaracji.

A marka osobista zbudowana na przywiązaniu do własnej deklaracji bardzo szybko robi się sztywna, bo człowiek zaczyna bronić nie prawdy, tylko swojej wcześniejszej wersji, broni zdania, które kiedyś miało sens, ale dziś już nie ma, broni kierunku, który był dobry na tamten moment, ale przestał pasować do ludzi, danych, kontekstu, broni wizerunku osoby konsekwentnej, choć w środku już wie, że konsekwencja zmieniła się w upór. I to jest niebezpieczne, bo im dłużej bronisz czegoś tylko dlatego, że kiedyś to powiedziałaś albo powiedziałeś, tym trudniej uczciwie wrócić i powiedzieć: jednak nie. A przecież „jednak nie” bywa bardzo dojrzałym zdaniem.

Wydawało mi się, że chcę pracować z takimi projektami, ale zobaczyłam, że mnie wypalają. Wydawało mi się, że chcę być blisko takiego zespołu, ale dziś widzę, że sama wizja nie wystarczy, jeśli nie ma zaufania. Wydawało mi się, że wartości są wspólne, ale okazało się, że każdy rozumie je inaczej. Wydawało mi się, że kompetencje wystarczą, ale zabrakło odpowiedzialności. Wydawało mi się, że potrzebuję większej widoczności, ale coraz mocniej widzę, że potrzebuję raczej właściwej widoczności, przy właściwych ludziach i z właściwą opowieścią. Wydawało mi się, że skoro umiem coś robić, powinnam albo powinienem to dalej robić, a dziś wiem, że nie wszystko, co umiem, jest nadal moją drogą. Czy to znaczy, że wcześniej było kłamstwo? Nie. To znaczy, że wcześniej było „na tamten moment”.

I bardzo bym chciała, żebyśmy dawali sobie więcej prawa do tego „na tamten moment”, bo ono jest uczciwe. Na tamten moment wiedziałam tyle. Na tamten moment widziałam to tak. Na tamten moment ta decyzja miała sens. Na tamten moment ta rola, współpraca, projekt, wiara w ludzi albo kierunek były prawdziwe. A potem przyszło życie, doświadczenie, nowe dane, zmęczenie, rozmowy, feedback, sukces, porażka, ciało, które zaczęło mówić „dość”, albo głowa, która wreszcie zrozumiała, że dalej w tym samym kierunku już nie chce iść.

Zmiana zdania nie musi być zaprzeczeniem wiarygodności. Może być jej dowodem, jeśli nie uciekasz od wcześniejszej wersji, nie udajesz, że zawsze wiedziałaś albo wiedziałeś, nie przepisujesz historii tak, żeby wyglądało, że od początku miałaś albo miałeś rację, tylko uczciwie mówisz: wtedy widziałam to tak, dziś widzę inaczej, a pomiędzy wydarzyło się to. Ta droga pomiędzy jest ważna. Ona pokazuje, że nie rzucasz opiniami jak ulotkami na wietrze, tylko naprawdę myślisz, sprawdzasz, uczysz się i umiesz skorygować kurs. Pokazuje też, że Twoja marka osobista nie jest martwą deklaracją, której musisz bronić do końca świata, tylko żywą opowieścią, która dojrzewa razem z Tobą, Twoimi decyzjami, błędami, odkryciami i tym wszystkim, co po drodze okazało się inne, niż miało być. I może właśnie od tego warto zacząć, kiedy boisz się, że zmiana zdania odbierze Ci wiarygodność: nie od ukrywania zmiany, nie od bronienia starej wersji, nie od udawania, że nic się nie stało, tylko od prostego zdania: wtedy widziałam to tak, dziś widzę to inaczej, a pomiędzy wydarzyło się to.

A jeśli czujesz, że Twoja zawodowa opowieść się zmienia i boisz się, że przez to stracisz spójność albo wiarygodność, Mentoring Marki Osobistej może być dobrym miejscem, żeby spokojnie nazwać, co jest aktualizacją, co zmianą kierunku, a co wreszcie uczciwym powiedzeniem: to już nie jest moje.

Powiązany mentoring
Mentoring Marki Osobistej →